Za 699 zł spodziewasz się, że kupujesz bilet do świata premium. Przez tygodnie odkładałem te pieniądze, odmawiając sobie innych przyjemności, żeby w końcu poczuć tę legendarną jakość Sony na własnych uszach.
Kiedy oglądasz oficjalną reklamę Sony Pulse Elite, czujesz się, jakbyś kupował technologię z NASA. Obraz jest czysty, dźwięk w trailerze wydaje się krystaliczny, a same słuchawki prezentują się jak szczyt nowoczesnego designu. Widzisz te płynne ruchy, tę nieskazitelną biel plastiku i obietnicę 'nowej ery dźwięku’. Reklama krzyczy do Ciebie: „To są słuchawki, na które zasługujesz. Będą Twoim wiernym towarzyszem podczas setek godzin epickich przygód na PS5”.
Sony potrafi czarować. Obiecują Ci:
- Niezniszczalny komfort dzięki lekkiej konstrukcji.
- Przetworniki planarne, które mają wyłapać każdy szmer.
- Bezawaryjne połączenie, które nigdy Cię nie zawiedzie.
Patrzysz na te 699 zł na swoim koncie, patrzysz na ten film i myślisz: „Wchodzę w to”. Zobaczcie sami ten majstersztyk marketingu, który tak skutecznie wyciąga pieniądze z portfela:”
Tytuł: Sony Pulse Elite – Elitarny bubel za ciężkie pieniądze. Reklama vs. Brutalna Rzeczywistość
Rozczarowanie (Rzeczywistość)
A teraz usiądźcie wygodnie, bo pokażę Wam, jak ta bajka kończy się w prawdziwym życiu. Spoiler: to nie jest film science-fiction, to dramat.

Sony Pulse Elite – elitarna jakość czy elitarny bubel? Co wy o tym sądzicie?
Moja recenzja:
1. Konstrukcja z dykty – Pękający pałąk
Zaczęło się od trzasków, ale nie tych w grze. Pałąk w moich Sony Elite postanowił „poddać się” po obu stronach. Plastik pękł przy normalnym użytkowaniu, jakby był zrobiony z najtańszego zamiennika z Chin, a nie z certyfikowanego materiału dla graczy. To nie jest sprzęt, który zakładasz na głowę – to sprzęt, na który musisz chuchać i dmuchać, a on i tak pęknie.
2. Głośnik, który stracił chęć do życia
Prawa słuchawka to osobna historia. Najpierw dźwięk zmienił charakterystykę – stał się przytłumiony, cichy, jakby ktoś owinął głośnik watą. Potem głośnik uznał, że ma dość i przestał grać w ogóle. W słuchawkach „Elite” za kilkaset złotych zostałem z mono-dźwiękiem i frustracją.
3. Nauszniki, które chcą uciec
Nawet nauszniki w tym modelu zachowują się, jakby nie chciały mieć z tymi słuchawkami nic wspólnego. Same „uciekają”, odklejają się i odpadają, jakby wstydziły się być częścią tego zestawu. Sony, czy Wy to w ogóle testowaliście?
4. Połączenie? Loteria z efektem budzika
Najgorsze jest jednak połączenie bezprzewodowe. Dongle USB wpięty w konsolę to czysta losowość. Dźwięk potrafi zaniknąć w najmniej oczekiwanym momencie, bez żadnego powodu. Ale to nie koniec atrakcji – gdy połączenie zerwie, nagły huk z głośników telewizora potrafi postawić na nogi martwego. Taki „budzik” w środku nocy, gdy wszyscy domownicy śpią, to ostatnia rzecz, jakiej potrzebujesz od „profesjonalnego” sprzętu.
Werdykt: Sony Pulse Elite to podręcznikowy przykład bubla. Piękne opakowanie, zero trwałości i masa błędów technicznych. Jeśli szukacie słuchawek, które się rozpadną, ogłuchną i przy okazji wystraszą całą rodzinę nagłym rykiem z TV – gratuluję, właśnie je znaleźliście. Reszcie radzę trzymać się od nich z daleka.